16.05.2018

O raniącej mocy słów


Słowa potrafią ranić – czasem nawet dotkliwiej niż czyny. Wypowiedziane w złości czy chwili słabości mogą przekreślić miłość i stać się przyczyną rozpadu związku. Wszystko ma bowiem swoje granice, których przekraczać po prostu nie wolno.

 

 

Czy naprawdę warto?

 

Gdy chcesz powiedzieć o te jedno słowo za dużo, przysłowiowo ugryź się w język. Uchronisz w ten sposób swego partnera przed bólem. Nie zawsze jest to łatwe, ale pamiętaj – stawką jest Wasze szczęście. Nie pozwól więc, żeby miłość ustąpiła miejsca szeregom sercowych blizn.

 

Winą za nasze słowa obarczamy często drugą stronę. Przecież to ona zaczęła. Czy jednak związek jest niczym konkurs we wzajemnym ranieniu? Podział na wygranego i przegranego nie ma ta sensu, ponieważ w ostatecznym rozrachunku tracimy oboje…

 

 

Co boli najbardziej?

 

Jakie są najczęstsze przyczyny kłótni? Można wymienić ich całkiem sporo, ale do tych najważniejszych zaliczamy przede wszystkim pieniądze, wychowanie dzieci, relacje z przyjaciółmi, nieporządek oraz brak czułości i zrozumienia. Są to zapalniki, które bez odpowiedniego podejścia mogą wywołać prawdziwą burzę.

 

Uderzające w jej czasie grzmoty to natomiast najboleśniejsze ze słów. Co do nich zaliczamy? Wszystkie sprawy, na które nasz partner nie ma żadnego wpływu. Mowa tu choćby o jego pochodzeniu czy sytuacji rodzinnej. Możemy spodziewać się, że atak na tego typu kwestie przyniesie ostrą kontrę.

 

Nie wracajmy też do wydarzeń i błędów popełnionych w przeszłości. Rozdrapywanie starych – wydawałoby się, że już zabliźnionych – ran to źródło żalu dla obu stron.

 

Bardzo dotkliwe są słowa dotyczące kłopotów z macierzyństwem czy bezpłodnością. Wypominanie małżonkowi choroby ich pociechy czy niemożności zajścia w ciężę to prawdziwe ciosy poniżej pasa.

 

 

Powstrzymujmy się od niepotrzebnych słów, gdyż mogą one uczynić z miłości wojnę. Związek oparty  na ciągłej walce nie ma szansy bytu. Jego fundamentem powinny być szczerość, zaufanie i akceptacja.